... marzycielka

Nie wyobrażam sobie samotnego życia. Jest w nim miejsce dla mężczyzny. A poza tym chcę mieć jeszcze jedno dziecko, najlepiej chłopca. Nie z chęci posiadania syna, ale raczej z ciekawości, żeby zobaczyć, jak to jest mieć syna. Od mojej wróżki i terapeutki wiem, że będę go mieć.

  

... monogamistka

 Rozstałam się z mężem. Jest to moja porażka. Moja przyjaciółka wciąż mi powtarza, że jeśli wstając rano mogę spojrzeć sobie w oczy, to znaczy, że wszystko jest w porządku. A ja robię to codziennie. Nie twierdzę, że jestem święta. Prawda zawsze leży gdzieś po środku. To małżeństwo, to dla mnie sprawdzian. Zdałam egzamin. Jestem kobietą monogamiczną i nie umiem swego życia dzielić na kilka domów. Jestem wdzięczna swojej opatrzności, że stało się tak, a nie inaczej, ponieważ w moim życiu dzieją się teraz nowe rzeczy, których w tamtym stanie nie mogłabym przeżywać, bo jedno determinowałoby drugie. Moje córki nadal mają tatę. Widzą się bardzo często, wyjeżdżają razem na wakacje, na narty, chodzą na konie, na spacery, do wesołego miasteczka. Mają świetny kontakt z ojcem, bardzo się kochają. Ich tata zna moje dziecięce życie, więc stara się nie popełnić tego samego błędu, który popełnił mój ojciec.

  

 ... porzucona

 Mojej mamie było bardzo ciężko. Byłyśmy tylko we dwie. W dzieciństwie z ojcem spotykałam się sporadycznie, raz na kilka lat. Nigdy nie tęskniłam za nim. W dorosłym życiu częstotliwość spotkań nie uległa zmianie. Jego nieobecność była od dziecka naturalną rzeczą. Nie znałam go i nie znam do dnia dzisiejszego. Myślę, że mogłabym być kimś innym, gdyby ojciec był w domu - mocniej stałabym na nogach i lepiej dawałabym sobie radę w dorosłym życiu. Nie byłabym teraz histerycznie poszukującą szczęścia kobietą, bo wiedziałabym, że cokolwiek się stanie, poradzę sobie w życiu. Teraz jest już za późno. Ojciec mój niedawno odszedł z tego świata. Ojcowską miłość chciał mi zastąpić mój dziadunio, ojciec mojej matki. Rozpieszczał mnie. Choć wtedy wciąż mu to wytykano, uważam, że zrobił kawał dobrej roboty. Mimo jego wielkich starań, dziś z pozoru wyglądam na osobę bardzo silną, umiejącą ze wszystkim sobie poradzić. Mam temperament, szeroki gest, silny głos. To tylko pozory, które tak często mylą. W środku jestem krucha, wrażliwa, delikatna. Ukrywam te cechy aby nie pozwolić się zranić. Swoje córki staram się dowartościowywać, żeby w zetknięciu z brutalnością tego świata wiedziały, że nic ich nie przerośnie, ze wszystkim dadzą sobie radę. 

... nowa

 Dawniej mówiłam, że dzieci z rozbitych rodzin nigdy emocjonalnie nie są do końca zrównoważone. Mówiłam także, że często lepiej jest grać przed dziećmi i być ze sobą dla nich. Niektórych związków nie można dłużej dyplomatycznie utrzymywać. Muszą tego chcieć dwie strony. Przyszedł taki moment w życiu, że zabrakło sił. Nie daliśmy rady grać. Już nam nie wychodziło. Zdałam sobie sprawę, że czas ucieka, a jest tyle fantastycznych rzeczy, które mogłabym przeżyć, gdyby nie ciążyły nade mną ograniczenia wynikające z zawarcia związku małżeńskiego. Dopiero teraz mogę robić coś wyłącznie dla siebie.

 

... łaknąca

Kiedyś uważałam, że mężczyzna idealny dla mnie powinien być starszy o piętnaście lat. Już w liceum wolałam starszych chłopców. W moim wieku ta różnica się zaciera, teraz mógłby być starszy o sześć lat. Udowodniono medycznie, że kobiety, które nie miały ojców, tęsknią za dojrzałym mężczyzną. To nieświadoma chęć posiadania opiekuna. Młodsi mężczyźni są dla mnie dziecinni. Łaknęłam towarzystwa bardziej dojrzałych. Mój mąż nie był ode mnie wiele starszy. Myślę, że między innymi tu był pies pogrzebany. Okazuje się, że życie płata figla. Mój Mążczyzna, ten ostatni, z którym jestem teraz jest ode mnie młodszy. O ile? Ha ha! 5 lat. Ta to psikus!

 

... uskrzydlona

 Po tych wszystkich doświadczeniach nadal mam wiarę w życie. Zmądrzałam, nie mówiąc już o pokorze, której mam aż nadto. Bardziej doceniam i kocham ludzi. Liczę się z ich potrzebami, z ich zdaniem. Jestem otwarta na drugiego człowieka. Rozstanie z mężem uskrzydliło mnie. Nie byłabym tym, kim jestem teraz. Teraz lubię siebie, bo wiem, ile jestem warta. Może nie tak bardzo jak bym chciała ale o wiele bardziej niż dawniej.

... refleksyjna

 Nie powinno się zawierać związków małżeńskich przed trzydziestym piątym rokiem życia. Mam wielu znajomych, którzy postanowili się pobrać, gdy mieli dorosłe dzieci. Dzieci były świadkami ich miłości. To kapitalne! Że też nie wpadłam na to wcześniej. Ale nie można być alfą i omegą. Gdy brałam ślub, byłam dwudziestojednoletnią dziewczyną i coś mi w środku mówiło, że to nie będzie to. Ale powtarzałam sobie wtedy: Jak to, mnie się nie uda? Dzięki temu małżeństwu moja mama została całkiem fajną, młodą babcią. Na szczęście mam już, w miarę, odchowane dzieci, więc mogłam się rzucić w wir pracy i miłości.

... kobieca

 Lubię swoje miejsce w szeregu. Feministki to zakompleksione kobiety, ale nie mówię o tych, które walczą o prawa obrzezanych, bitych, gwałconych, poniżanych kobiet na świecie. Mam na myśli te, które rzekomo tak bardzo nienawidzą mężczyzn. Jak chcą walczyć z mężczyznami, to niech walczą. W kopalni nie będę pracować, do wojska też nie pójdę, mam chory kręgosłup, walizek też nie chcę dźwigać! Lubię sprzątać, kocham rodzić dzieci, lubię domową atmosferę. Miejscem kobiety jest dom i pilnowanie jego ogniska. Lubię to zajęcie. Moja św. p. Babunia mówiła, że tak urządzony jest świat. Błędem jest przeciwstawianie się temu. 

 

... zdobyta

Ideałów nie ma. Lubię mężczyzn z tajemnicą, którzy mało mówią. Łatwo kupić mnie słowami. Muszę wiedzieć, że mu się podobam i jest mną zainteresowany. Jestem kobietą, którą trudno rozbawić. Nie umiem się śmiać z byle czego. Mam bardzo wymagający dowcip. A o taki dowcip może się pokusić tylko inteligentna głowa. Wniosek z tego, że mój mężczyzna musi być inteligentny. Niekoniecznie intelektualista. W sztuce „Semiramida”, w której miałam przyjemność grać z Zapasiewiczem i Szczepkowską, padły słowa: „kobieta rozbawiona, to kobieta zdobyta.” To m. in. o mnie.

... kucharka

 To nie tajemnica, że kuchnia nie jest moim królestwem. Zawsze sobie obiecuję, że jak będę miała dla kogo, to nauczę się gotować. Wiele kobiet pewnie się ze mną zgodzi, że jeżeli coś kochamy, to robimy to dobrze. Nie mam do tego duszy. Nie wiem, kiedy dodać soli, majeranku, czy vegety. Najczęściej wsypuję wszystkie przyprawy jednocześnie i nie wychodzi z tego nic dobrego. Marzę o mężczyźnie, który będzie pięknie grał na fortepianie i pysznie gotował. Może jakiś Włoch, bo ze wszystkich najbardziej kocham kuchnię włoską. Dziewczynki jadały w przedszkolu i szkole. Czasami staram się gotować zupy – nie muszę się wysilać, bo w ich jadłospisie jest miejsce tylko na cztery rodzaje zup. Nie będę ich wymieniała, wszystkie matki wiedzą, o jakie zupy chodzi. Ulubionym drugim daniem są naleśniki z serem. Na okrągło mogłyby jeść kluski, kopytka i pierogi – zresztą tak samo jak ja. Im są starsze, tym łatwiej z ich karmieniem, zaczynają jeść wszelkie nowinki, których kiedyś w sklepach nie było – łososia, węgorza, troć wędzoną, pasty. W domu zawsze jest świeże pieczywo, masło, wędlina, sery, owoce i warzywa. Wiosną, latem, na dużym półmisku układam im ser żółty i biały, polany konfiturami, kiełbaskę, wędlinę, winogrona, mandarynki, pomarańcze, gruszki. Śniadanie na tarasie lub w patio trwa wtedy godzinami.

... niewybredna

 Wszystko jedno, łysy, gruby, mały, bez zębów... Jeśli moje dzieci będą szczęśliwe ze swojego wyboru, to ja też. Jest tylko jeden warunek - mężowie moich córek muszą być uczciwi i dobrzy dla nich. Pewnie, że wolałabym, żeby byli mądrzy, przystojni i bogaci. Ale nie można mieć wszystkiego.

... uśmiechnięta

Chciałabym, żeby moje dzieci były zdrowe. Nie muszą być bogate. Pieniądze dają tylko to, że wspomnienia ma się bardziej kolorowe. Chciałabym też, żeby były w życiu uśmiechnięte. Ja, umiem się uśmiechać w różnych sytuacjach, tego uczono nas na studiach. Choć nie zawsze mam na to ochotę. Chciałabym, żeby moje córki uśmiechały się ze szczęścia. Moja chora od sześćdziesięciu lat na stwardnienie rozsiane babunia marzyła o tym, żeby kiedyś zobaczyć mnie w jakimś towarzystwie z dziećmi i żebym była uśmiechnięta, uśmiechem szczęścia. Nie doczekała się. Od niedawna uśmiecham się ze szczęścia.

... Gwiazda

Jestem tak samo zmęczona, jak inne kobiety. Po całym dniu pracy chodzę z kremem pod oczami. Podobnie jak inne kobiety, mam kłopoty z cerą, z pękającą od zmywania i mycia podłogi skórą na palcach. Nie leżę na łożu i nikt nie wachluje mnie strusimi piórami. Prowadzę dom i dbam o jego mieszkańców, moich najbliższych. Zawód traktuję podobnie jak każdy inny. Nie robię z niego ołtarza.

... lwica

 Wszystkie zodiakalne lwy powinny być mężczyznami. Mam w sobie wiele męskich cech. Uwielbiam zdobywać – to fascynujące. Nigdy nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że to, do czego doszłam, nie było warte czekania. Jeśli wyznaczyłam sobie jakiś cel, to musiał być mnie godzien. Może nie zawsze przynosił tyle splendoru, ile się spodziewałam, ale zawsze był godny moich wysiłków. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia, zarówno zawodowego jak i rodzinnego.  

... ciekawa

Bez chęci czekania na nowe w ogóle nie wyobrażam sobie życia. Mam nadzieję, że w moim życiu coś ciekawego się jeszcze wydarzy. Coraz częściej umiem cieszyć się drobiazgami. To zadowolenie z prozaicznych rzeczy dnia codziennego wynika z świadomości, że życie trwa krótko. Jest jak bańka mydlana. Trzeba się cieszyć każdą chwilą: dachem nad głową, jedzeniem, pieniędzmi w portfelu, zdrowem dzieci i przyjaciół, słońcem, śniegiem. To trudne, ale trzeba się tego nauczyć.

 

 

Rozmawiała  Magdalena Trawińska

 
 
Supported by HelpNet